Hej! Siem!
Mam złą wiadomość, choć nwm czy aż taka złą, bo i tak tego bloga nikt nie czyta. Zastanawiam się nad zawieszeniem, a dokładniej to nad zamknięciem. Mam mało komentarzy, co mnie nie pokoi. Jeszcze to przemyślę i obgadam ze współpiszącą. Ale bądźcie gotowi na wszystko :)
środa, 23 stycznia 2013
niedziela, 20 stycznia 2013
Rozdział 8
Do załamanego chłopaka podeszła przyjaciółka Indigo, Tara.
Ross po tym co usłyszą od swojej dziewczyny nie chciał z nikim gadać, brakowało
mu tchu i odwagi, aby coś z siebie wykrztusić.
- Ross. – zaczęła Tara. – Indigo nie mówiła poważnie.
- Jak to? – zdziwił się i jednocześnie odetchnął z ulgą.
- Po prostu za dużo wypiła. – uśmiechnęła się obejmując
ramieniem chłopaka.
- Serio?
- Chyba tak, a jeśli serio byłaby w ciąży, to by mi o tym
powiedziała. – powiedziała lekko. – Tak sądzę.
Blondyn spojrzał na nią jeszcze raz.
- Ale raczej żartowała. – pocieszyła go.
Po chwili z budynku wyszła blondynka Indi. Zerkając to na
Rossa to na Tarę zaczęła:
- I jak się z tym czujesz? – zapytała z dziwnym uśmiechem.
- Kłamiesz! – krzyknął na nią.
- Ja?! Kłamie? W takiej sprawie miałabym kłamać? – oburzyła
się dziewczyna.
- Ja w odróżnieniu od ciebie jestem trzeźwy! – mówił nadal
wrogim tonem. – Okłamałaś mnie, po ty, żebym cię nie zostawiał!
- Jak śmiesz mnie oskarżać o takie rzeczy?! – powiedziała
udając płacz.
- To ja mu powiedziałam, nie mogłam patrzeć, jak ty nim
manipulujesz i go wykorzystujesz! – odezwała się w końcu Tara.
- Dlaczego mnie zdradziłaś?! Myślałam, że się przyjaźnimy! –
wybuchła.
- Tak było dopóki nie zaczęłaś wykorzystywać Rossa! –
krzyknęła.
- Nie wolno ci na mnie krzyczeć! – zezłościła się.
- Wolno! Nie będziesz mną rządzić! To już skończone! Naszej
przyjaźni już nie ma!
Indigo z iskrami wrogości w oczach odeszła w stronę swojego
domu. Ross przytuliła Tarę, która mimo nieśmiałości odwzajemniła to. Zaczęli
rozmowę, dziewczyna przepraszała blondyna, że nie powiedziała mu wcześniej o
tym. Po chwili do dwójki dołączyły Bri i Daya. Dziewczyny były zdziwione
obecnością jakieś dziewczyny, która rozmawiała z Rossem, ale po chwili chłopak
wszystko im wytłumaczył.
*** Tydzień później
***
Minął tydzień od feralnej imprezy, na której była trójka, a
raczej czwórka przyjaciół. Czwórka, ponieważ do grupy dołączyła ruda Tara,
która jak się okazało miała wielki talent wokalny! Ross wyjawił Zen cały plan,
przez który brunetka była wkurzona na chłopaka. Obraziła się na niego nie na
żarty! W czasie, kiedy Zen siedziała w domu cicho łkając i była pocieszana
przez przyjaciółkę, Ross coraz bardziej zaprzyjaźniał się z Tarą.
Bridgit nie mogła patrzeć na załamaną Zendayę, więc wybrała
się do domu Lynch’ów, aby pogadać z Rossem, chciała zaplanować coś, aby ich
pogodzić.
Dziewczyna stała pod drzwiami domu blondyna i wahała się,
czy zadzwonić dzwonkiem, w końcu przełamała się i zadzwoniła. Po pewnej chwili
drzwi otworzył nie kto inny jak Riker. Dziewczynę najpierw zamurowało, ale po
chwili uśmiechnęła się do chłopaka, który wpuścił ją do środka.
- Zapewnie nie przyszłaś do mnie. – zasmucił się.
- Emm… Przykro mi, ale przyszłam do Rossa w spawie Zen,
musimy pogadać, ale tobie tez mogę poświęcić trochę czasu. – powiedziała
uśmiechając się, na co chłopak od razu się rozchmurzył.
Najstarszy zawołał brata, która już po 2 minutach pojawił
się na dole. Wraz z Brid ruszyli do jego pokoju. Usiedli na kanapie i zaczęli
rozmowę:
- Co cię do mnie sprowadza? –zapytał z uśmiechem.
- Zendy.
- Kazała ci tu przyjść?
- Nie, po prostu nie mogę patrzeć jak cały czas za tobą
płacze.
- Za mną?
- Tak, ona cię kocha! Nie widzisz tego?
- No… nie zauważyłem.
- Nie kłam! Wiem, że teraz więcej czasu spędzasz z Tarą i mi
to nie przeszkadza, ale zrób coś, żeby nie cierpiała, sama jestem na ciebie
zła, że nie powiedziałeś mi, że wróciłeś do Indigo.
- To już koniec, teraz wiem to na pewno.
- Obyś się nie mylił. Więc pomyślałam, że może spotkacie się
u mnie i sobie wszystko wytłumaczycie.
- Ale ona nie chce ze mną gadać!
- Co ty wygadujesz?! Ona cały czas za tobą płacze! Nie
rozumiesz tego, że ona cierpi prze miłość? Przez ciebie?
- No dobra, wiem, że źle zrobiłem i możemy spróbować
pogadać.
- Dobra, to spotkajmy się u jutro u mnie o 17. A teraz
przepraszam, ale musze iść do twojego brata.
- Rikera?
- Tak. Chce spędzić ze mną trochę czasu.
- Zakochał się w tobie.
- Serio?
Chłopak tylko z uśmiechem przytaknął i sprowadził dziewczynę
na dół. I zwrócił się do brata:
- No bracie, teraz jest twoja. – uśmiechnął się po czym
wrócił na górę.
Bri usiadła koło chłopaka, który objął ją ramieniem.
Blondynce od razu się to spodobał.
- Powiedź, co robisz jutro wieczorem? – zapytał dwukrotnie
unosząc brwi.
- W prawdzie to nic. –odparła zdezorientowana.
- To może… eee… Pójdziesz ze mną na kolacje? – zapytała
jąkając się.
- W sensie, że na randkę?
- Jak wolisz. – uśmiechnął się.
Para przyjaciół siedziała jeszcze kilka minut w ciszy, kiedy
na dół zszedł Ross.
- Bri, eee… możesz na słówko. – zapytał poważnie.
Dziewczyna tylko uśmiechnęła się Rika i podeszła do
blondyna.
- O co chodzi? – zapytała opierając się o ścianę.
- Myślę, że ten pomysł z godzeniem się, jest eemmm… Jakby to
powiedzieć… – zastanawiał się chłopak. – Jest zły.
- Co?! – zapytała dziewczyna ni kryjąc zdziwienia.
- Przemyślałem to i doszedłem do wniosku, że nie chcę się z
nią godzić. – odparł Ross.
- Ale dlaczego?! – spytała ze łzami w oczach. – No niech
zgadnę. Tara?
- Nie mieszaj jej do tego! – powiedział zezłoszczony
blondyn.
- To ty nie mieszaj w to Zendai! – krzyknęła. – Najpierw ją
uwodzisz i dajesz jej szanse na szczęście, a teraz mówisz, że to jest bez
sensu?! Jak chcesz to bądź sobie z tą rudą, ale nie kosztem Zen. Nie jej
kosztem.
Dziewczyna podeszła szybkim krokiem do kanapy, chwyciła
torebkę i trzaskając drzwiami wyszła z domu.
- No brawo bracie! Dziękuję ci! – uśmiechnął się ironicznie
Riker.
Ross wybiegł z domu za dziewczyną, która szła przed siebie
cicho łkając. 17-latek biegł za dziewczyną i w końcu ją dogonił.
- Czego znowu chcesz?! – zapytała wycierając łzy.
- Przeprosić. – odparł krótko.
- To nie mnie, tylko osobą, którą skrzywdziłeś. –
odpowiedziała znów ruszając przed siebie.
- Ja wiem, przepraszam, że się tak uniosłem, nie chciałem
jej skrzywdzić, a do Tary nic nie czuję, liczy się tylko Daya, przysięgam. –
odpowiedział.
- Miejmy nadzieję, że tym razem nie kłamiesz. – powiedziała poważnie.
- To mam jutro przyjść? – spytał dla upewnienia.
- Jak sobie chcesz, ale raczej tak. – powiedziała cicho i
odeszła.
Cześć kochani! Nie chciałam was trzymać w stresie przez tydzień, więc napisałam ten rozdział i dodaje go dla was. Mam nadzieję, że zauważyliście, że pojawiła się nowa postać.
Tara.
Więcej o niej dodam w zakładce bohaterowie.
To by było na tyle ode mnie. Do soboty ;***
A tu nutka dla was, która mnie zaczarowała :)
piątek, 18 stycznia 2013
Rozdział 7
… Obiema. Tak. To dobre rozwiązanie jak dla niego. Kocha
obydwie, więc z nimi będzie. Chłopak jeszcze długo o tym myślał, aż w końcu
zasnął.
*** dwa miesiące
później***
Chłopak jak pomyślał, tak zrobił. Wcielił w życie swój plan,
był on taki, że powiedział Indigo, że Zendaya go już nie interesuje i kocha
tylko ją. A drugiej powtarzał, że rozstał się z blondynką i, że żałuję tego
związku. Wiedział, że źle robi, ale nie potrafił się zdecydować.
Były wakacje. Zendaya obudziła się dość wcześnie jak na
wolny czas, ponieważ zawsze, gdy miała wolne wstawała koło południa, a teraz
dochodziła 8. Dziewczyna pozbierała się i zeszła na dół w piżamie. Jej mama
jeszcze spała, więc brunetka włączyła telewizję i zaczęła oglądać swój ulubiony
serial. Choć była to powtórka, Daya nie zwracała na to uwagi, mogła go oglądać
całymi godzinami.
W tym czasie u Brid
panował cichy spokój. Od śmierci jej babci minęły dwa miesiące. Dziewczyna
tylko udawała, że wszystko jest dobrze, bo zawsze kiedy wieczorami oglądała
album ze zdjęciami, potrafiła uronić łzę. Nie ukrywała, że tęskni za babcią. To
ona od małego ja wychowywała, a teraz została sama w domu.
Ubrała się i zeszła na dół. Postanowiła, że zadzwoni do Zen
i umówią się w galerii na kawę. Wzięła telefon z blatu stołu i wykręciła numer.
Po kilku sygnałach odezwał się głos dobrze znanej brunetki.
- Hejka, Bri, coś się stało? – zapytała zaniepokojona
Zendaya.
- Nie, nic się nie
stało. –uśmiechnęła się. – Chciałam się spotkać, ot tak pogadać.
- Dobra, to o której i gdzie?.
- Może tak za półtorej godziny w centrum handlowym?
–zaproponowała Bridgit.
- Jasne. Do zobaczenia.
Blondynka odłożyła telefon i uśmiechnęła się sama do siebie.
W tym czasie Ross błąkał się po domu. Nie mógł znaleźć sobie
zajęcia. W końcu postanowił przejechać się do centrum. Chciał usiąść na tym
samym miejscu co wtedy kiedy poznał uroczą brunetkę i powspominać te czasy,
kiedy jeszcze nikogo nie okłamywał. Czuł się strasznie. Chciał powiedzieć
prawdę, ale nie wiedział jak. Nawet Bridgit nie wiedziała o tym. Blondyn był
skłonny zaprosić Zen na spacer, ale trochę się bał. Nie tego, że mu odmówi, bo
był pewien, że tego nie zrobi, ale bał się, że może zobaczyć ich razem Indigo.
Nie łączyło go nic z Dayą, ale mimo to bał się. Jechał spokojnie do galerii nie
zwracając uwagi na dzwoniący telefon.
Przyjaciółki przed kawą postanowiły trochę połazić po
sklepach, ale niestety nie znalazły nic ciekawego i ruszyły do kawiarni, gdzie
poznały 17-letniego blondyna. Było to miejsce wybrane przypadkowo. Usiadły przy
wolnym stoliku i wzięły menu. Zendy podniosła głowę z nad karty i zauważyła
Rossa idącego w ich stronę. Chłopak nawet ich nie wiedział, bo szedł i patrzył
na swoje buty. Brunetka zauważając go
szturchnęła Brid za rękaw bluzki. Ta od razu spojrzała w górę i zauważyła tę
samą osobę. Uśmiechnęła się do Dai, która to odwzajemniła. Chłopak nareszcie
podniósł głowę do góry. Kiedy zobaczył dziewczyny od razu się uśmiechnął i
podszedł do dziewczyn.
- Hej. – przywitał się. – Mogę się przysiąść.
- Tak jasne, siadaj. – powiedziała Brid.
Chłopak z uśmiechem usiadł koło koleżanek. Przez kilka chwil
nie mieli tematu, ale po chwili odezwał się Ross.
- W ten weekend jest impreza, chciałybyście się ze mną na
nią wybrać? – zapytał. – Ale jako przyjaciele, oczywiście. – dopowiedział po
chwili.
- Emmm… Może pójdziecie sami? – zaproponowała blondynka.
- Nie. – zaprzeczyli oboje.
- To niech będzie. – uśmiechnęła się Bridgit.
Cała trójka siedziała przy stoliku z dwie godziny i gadali
na różne tematy. Brid dowiedziała się, że Ross ma brata o rok starszego od
niej. I to na dodatek wolnego.
- To wpadnę po was w sobotę o 19,ok? –zaproponował chłopak.
- Dobra, będziemy czekać u mnie. – zapowiedziała Zen.
- To ja lecę, a może wpadniecie do mnie?
- Ok, czemu nie, ale, że teraz? – wymieniły zdziwione
spojrzenia.
- No, teraz, teraz, a kiedy? – zaśmiał się. – To chodźcie.
Dziewczyny posłusznie wykonały polecenie. Cała trójka szła
leśną dróżką, która była skrótem do domu Lynch’ów. W czasie drogi Ross
postanowił złapać Zendayę za rękę, wykonał swój zamiar, a efektem tego był
promienny uśmiech dziewczyny. Brid widząc to uśmiechnęła się znacząco do Dai.
Wiedziała, że Ross coś planuje, a ona nie mogła doczekać się poznania jego
brata.
Po dziesięciu minutach drogi byli już pod domem. Blondyn
otworzył drzwi i zaprosił dziewczyny do domu. Zaprowadził je do salonu, gdzie
siedziało całe rodzeństwo włącznie z Ratliffem. Kiedy usłyszeli kroki spojrzeli
na nowo przybyte osoby i brata.
- Eeemmmm… - zaczął jąkając się. – To jest Bridgit i
Zendaya.
- Hej. – odpowiedzieli zgodnie.
Bri zauważyła, że jeden z nich wpatrywał się w nią. Ross
zaczął przedstawiać koleżankom swoje rodzeństwo.
- To jest Rydel, Riker, Rocky i przyjaciel rodziny
Ellington. – przedstawił wskazując na każdego.
- Ja was kojarzę! – uśmiechnął się Ell. – Ty Bridgit grasz w
„Powodzenia, Charlie!”, a ty Zendaya w „Taniec Rządzi!” z tą rudą!
- Tak. – odparły zgodnie. – A ta ruda, to Bella.
–uśmiechnęła się Zen.
Ratliff się zaśmiał i zaprosił koleżanki koło siebie.
- To może ja przygotuję coś do jedzenia? – zaproponowała
Rydel.
- Nie! Ja to zrobię! – wykrzyknął Riker. – A może ktoś mi
pomoże?
Zapadła cisza, w końcu zgłosił się Rocky.
- A może jakaś dziewczyna? – uśmiechnął się patrząc na
Bridgit.
- Może ja? – zaproponowała.
Blondyn się uśmiechnął i zaprowadził koleżankę do kuchni.
- No, no Riker się zakochał. – zapowiedziała Rydel.
- Skąd wiesz? – zaciekawiła się Zendaya.
- Bo zaprosił dziewczynę do kuchni! Żeby zrobić jedzenie, a
on nie gotuje! – cieszyła się Ryd.
Wszyscy wybuchli śmiechem. W tym czasie Riker wyjmował
potrzebne rzeczy z lodówki, a Bri mu się przyglądała. Nie mogła ukryć uśmiechu,
chłopak zrobił na niej wielkie wrażenie.
- Mogę jakoś pomóc? – zaoferowała się.
- Wystarczy, że będziesz tu stała. – uśmiechnął się.
- Ok, ale wziąłeś mnie ze sobą po to, żebym ci pomogła, no
nie? – spytała zdziwiona.
- Teoretycznie. – znów się uśmiechnął.
Dziewczyna stała w ciszy i przyglądała się chłopakowi. A on
zerkał na nią ukradkiem co chwilę. W końcu ich oczy się spotkały. Przez kilka
chwil patrzyli na siebie, ale całe zdarzenie zostało przerwanie przez
niecierpliwą Rydel, która weszła do kuchni.
- Długo jeszcze? – zapytała zniecierpliwiona.
- Umm… Dopiero zacząłem. – odpowiedział.
Rydel spojrzała na Brid, która się tylko uśmiechnęła. Ryd
chwyciła ją za rękę i po cichu wyprowadziła z kuchni, tak, aby Rik nie
zauważył.
- Riker się zakochał. – wyszeptała koleżance na ucho.
- Serio? W kim? – dopytywała ciekawska Bridgit.
- W tobie! – ucieszyła się. – Nie widziałaś jak na ciebie
patrzy i się uśmiecha? A rzadko się zdarza, że on rwie się do gotowania, a tym
bardziej zaprasza dziewczynę do kuchni.
- Ale to nie musi być to. – protestowała.
- Ja znam swojego brata i wiem, kiedy się zakocha. –
uśmiechała się nadal zadowolona. – On tobie tez nie jest obojętny.
- To aż tak widać? – zarumieniła się.
- Nie, ale ja to widzę. – zaśmiała się. – A powiedź mi,
Rossa i Zen coś łączy?
- Nie, chyba raczej nie. – odpowiedziała niepewnie. – Poza
przyjaźnią chyba nic. Zen nie mówi mi zbyt dużo o nim, ale zaprosił nas w
sobotę na imprezę, więc zobaczymy, co z tego będzie.
- To może się coś wydarzy. – powiedziała dwukrotnie
podnosząc brwi. – A ty postaraj się o Rikera, to na serio facet dla ciebie. –
droczyła się Ryd.
- Dziewczyny! Przerywamy ploteczki. Kanapki gotowe. –
powiedział najstarszy podając siostrze tacę z kanapkami.
Wieczór zleciał bardzo miło. Nim się obejrzeli było już po
23 i dziewczyny musiały wracać do domu. Lynchowie namawiali, aby zostały na
noc, ale rano musiały iść na plany swoich seriali i nie chciały robić kłopotu.
Obiecały, że na pewno kiedyś zostaną. Wszyscy przytulili się na pożegnanie,
oprócz Rossa i Dai. Najmłodszy z całej siły uścisnął dziewczynę i kiedy nikt
nie patrzył namiętnie, ale krótko pocałował. Dziewczyna tym razem zamiast „dać
mu z liścia” poczochrała jego blond włosy i wychodząc pomachała na pożegnanie.
*** 3 dni później.
Sobota godzina 15:30 ***
Do przybycia Rossa zostało jeszcze kilka godzin, ale Bridgit
siedziała już gotowa u koleżanki i czekała, aż ona w coś się ubierze. Brid z
powodu żałoby zdecydowała się na:

.
A bruneta miała straszny dylemat! Nie wiedziała co na siebie
założyć. Z pół godziny stała przed szafa i co chwilę oglądała te same ubrania.
Zniecierpliwiona Bri poszła na górę i wyjęła pierwszą lepszą sukienkę
, do tego parę świecących butów
, torebkę
, oraz biżuterię
.
Blondynka z chęcią uczesała jedwabne, długie włosy koleżanki
i związała je w warkocz francuski, a resztę pozostałych włosów dokładnie
wyczesała i zostawiła rozpuszczone.
Po przygotowaniu się dziewczynom zostało jeszcze trochę
czasu wolnego i przeznaczyły go na herbatę i plotki, podczas których Bri
opowiedziała o Rikerze i o tym co mówiła Rydel.
Po kilku minutach przyszedł Ross i zaczęli się zbierać. Brid
poszła jeszcze poprawić fryzurę, zostawiając parę samą.
- Ślicznie wyglądasz. – powiedział Ross.
- Dzięki, ty też. – powiedziała uśmiechając się.
Ross pocałował namiętnie dziewczynę, która tylko się uśmiechnęła.
- Nie przesadzasz? – zapytała.
- Z czym?
- Z całowaniem, chyba, że to robisz to każdej.
- Nie, ale ty jesteś wyjątkowa. – Ross nadstawił się na
kolejnego buziaka, którego dziewczyna mu już nie dała.
Po chwili czekania dotarła blondynka i razem wyszli z domu.
- Ross. – zaczęła spokojnie Bridgit.
- Tak?
- Czego wyglądasz tak zwyczajnie? – zapytała. W czym było
trochę prawdy, bo chłopak był ubrany, tak jak zawsze
.
- No, bo ja nigdy nie stoję się w garnitur, ale dla was mogę
to zrobić.
- Nie, nie trzeba, wyglądasz tak jak zawsze i jesteś sobą i
to się liczy, bo większość chłopaków podporządkowuje się pod nas. – opowiedziała Brid.
Po chwili drogi byli już na miejscu. Spotkali gospodarza,
który oprowadził ich po dużym domu, w którym nie było jeszcze zbyt wiele osób.
Po godzinie impreza się rozkręciła i zaczęło pojawiać się coraz więcej osób.
Dziewczyny mało co widziały chłopaka, który co chwilę znikał
i się pojawiał. Chodził po domu i wpadając na nowych ludzi zaczynał rozmowę.
Podczas jednej zauważył Indigo wchodzącą do budynku. Kiedy ją ujrzał był bardzo
zdziwiony jej obecnością, ale po chwili przypomniał sobie, że jest to ich
wspólny znajomy. Był na nią trochę zły, bo nic nie powiedziała mu, że wybiera
się na imprezę, ale w końcu on też jej nic nie mówił. Była z koleżanką i od
razu przyczepiło się do nich kilku chłopaków.
Ross musiał szczególnie na nią uważać, ale rozpoznawał ją po
sukience
do kompletu miała buty
, i kilka drobiazgów
.
Brid i Zen nie narzekały na brak towarzystwa, bo okrążała je
grupka chłopaków, mówiących, że takie ślicznotki nie powinny stać same. Ross
natomiast bawił się w najlepsze uważając na Indigo, która mogła pojawić się w
każdej chwili.
Po 5 godzinach wszyscy zaczęli się zbierać, ponieważ
dochodziła 3 nad ranem. Ross znalazł swoje towarzyszki, ale kiedy mieli już
wychodzić kilku chłopaków porwało jeszcze dziewczyny do tańca, a chłopak
oznajmił, że poczeka na zewnątrz. Będąc koło drzwi zauważył koleżankę Indi.
Postanowił schować się za ścianą, ale tam spotkał go pech, bo wpadła na niego
blondynka.
- Ross? – zapytała z niedowierzaniem.
- Eeeee… Tak, to ja.
- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem z kumplami, a ty?
- Podobnie, ale dobrze, że jesteś, bo musimy pogadać.
- Czy coś się stało? – zapytał zmartwiony.
- Nie, chyba nie, choć tak, bo może być to dla ciebie szokująca
sprawa, a ponad to wróciłeś do mnie i będziesz musiał mi pomóc. To może być trochę
ciężkie, ale proszę nie zostawiaj mnie teraz.
- Cholera! Przejdziesz w końcu do rzeczy?! – wściekł się
chłopak.
- Pamiętasz tamtą noc, kiedy przyszedłeś do mnie po radę?
- Pamiętam.
- To wtedy, chodzi o to, że… ee… - jąkała się. – Jestem w
ciąży!
- Co?! – zaszokowany chłopak nie mógł ukryć zdziwienia wybałuszonymi
oczami patrzył na dziewczynę. Po chwili odszedł i wyszedł na dwór, by się
przewietrzyć. Nie mógł w to uwierzyć. Pamięta, że się z nią przespał, ale czy
do czegoś doszło? Tego nie mógł sobie przypomnieć. I jak on to powie rodzinie?
Jak będzie teraz wyglądało jego życie? Nie mógł sobie tego poukładać, był
załamany, a najgorsze było to, że teraz nie będzie mógł się rozstać z Indi,
nawet jeśli by tego chciał, bo może to zaszkodzić im obojgu.
Nie wiedział co myśleć. Był załamany i nawet nie zauważył,
kiedy do jego oczu zaczęły napływać słone łzy.
__________________________________________________________________________________
Hejka,
dziś przedawkowałam trochę sowoje siły i napisałam dokładnie 2013 słów
xd seryjnie, jak nie wierzycie, to wklejcie sobie na Worda i zobaczcie
xd
Rozdział
jest długi i nie twierdzę, że ostatni, ale miałam wielki pomysł i go
zrealizowałam, mam nadzieję, że są emocje i, że rozdział się podoba,
ocieniajcie.
Papa buziaki ;**
Subskrybuj:
Posty (Atom)